Przejdź do głównej zawartości

Zapomniany Robbo w Pixelu

W 1989 roku, zamiast przygotowywać się do matury, Janusz Pelc napisał grę logiczno-zręcznościową Robbo na ośmiobitowe komputery Atari, a następnie założył firmę LK Avalon, by swoje dzieło sprzedawać. Szybko okazało się, że na grach komputerowych, choć prawo nie chroni skutecznie przed ich bezkarnym kopiowaniem, można już w Polsce zarabiać, a sukces Pelca zainspirował wielu młodych zdolnych twórców. Tak narodził się polski gamedev.

Oczywiście nasi czytelnicy doskonale znają tę historię (opisywaliśmy ją w Pixelu #9), a przygody robocika, który przemierza kolejne plansze-planety, by zbierać śrubki i rozwiązywać łamigłówki, doczekały się niezliczonej liczby przeróbek oraz nowych wersji na najróżniejsze platformy sprzętowe. W tym takiej, którą widziała na oczy wyłącznie garstka graczy. Tu jednak musimy przenieść się z naszą opowieścią do roku 1994.

Wymyślony przez Pelca robocik był już wówczas u szczytu sławy – nie tylko zdążył podbić serca posiadaczy wciąż bardzo popularnego Commodore 64, ale razem ze swoim twórcą przeniósł się z Avalonu do xLandu, zmienił również komputer na nowocześniejszy: wydano bardzo udaną wersję pecetową gry, którą na dodatek zainteresowała się firma Epic MegaGames, dystrybuując przygody Robbo w USA.

Janusz Pelc musiał bardzo się zdziwić, gdy otrzymał papierowy list podpisany przez dwóch uczniów zduńskowolskiego technikum elektronicznego, Rafała Janickiego i Pawła Angermana, proponujących mu przygotowanie Robbo dla… Atari ST. Te szesnastobitowe komputery (ich produkcję zakończono rok wcześniej), choć intensywnie promował je Bajtek, mimo licznych zalet w dziedzinach takich jak DTP czy komponowanie muzyki, nigdy nie podbiły serc młodych Polaków. W pierwszej połowie lat 90. bitwę o serca naszych graczy bezapelacyjnie wygrała Amiga, której pozycję coraz śmielej podgryzały pecety. Gier na Atari ST nie wydawał w Polsce nikt. Pelc również nie był tym zainteresowany, jednak – być może pamiętając o swoich trudnych początkach – nie zignorował listu nastoletnich autorów...

-- o tym, jak dalej potoczył się ten mało znany epizod historii Robbo, można przeczytać w 22. numerze magazynu Pixel. Zapraszam do kiosków.