Przejdź do głównej zawartości

Blade Runner w magazynie Pixel

1968. Philip K. Dick pisze o ludziach, którzy zachowują się jak roboty, i o robotach, które zachowują się jak ludzie. 1982. Ridley Scott ubiera tę historię w obrazy i dźwięki, a łowca androidów Rick Deckard już na zawsze dostaje twarz Harrisona Forda. 1997. Dzięki Westwood Studios gracze mogą dopisać kolejny rozdział tej opowieści.

W 2. połowie lat 90. adaptacje filmowych hitów wciąż nie budziły większego entuzjazmu wśród graczy. Ich producenci uczciwie zapracowali na taką reputację, tworząc szybko, byle jak i bez pomysłu, byle tylko sprzedać cokolwiek na fali popularności kinowego pierwowzoru. E.T., Szczęki, Powrót do przyszłości, Nieśmiertelny… – lista hitów srebrnego ekranu, których legendę rozmieniały na drobne marne egranizacje, była bardzo długa, a jedno z miejsc na niej należało do… Łowcy androidów. Ten znakomity film w 1985 roku doczekał się ośmiobitowej „adaptacji”, w której dzieło Ridleya Scotta sprowadzono do czysto zręcznościowego, w dodatku monotonnego ganiania po mieście za replikantami.

Gdy zatem dekadę później świat obiegła wiadomość, że w produkcji znajduje się kolejny wirtualny Blade Runner, tak fani filmu, jak i gracze (a przecież często były to te same osoby) mogli być pełni najgorszych przeczuć. Wprawdzie nad grą pracowali magicy z Westwood Studios, świeżo opromienieni sławą twórców znakomitego Command & Conquer, ale sytuację mieli mało komfortową. Łowca androidów, zwłaszcza po premierze wersji reżyserskiej, był otoczony kultem grupy nie tyle widzów, co wręcz wyznawców, analizujących każdą scenę, znających na pamięć wszystkie dialogi i latami toczących zawzięte dyskusje o tym czy Deckard był replikantem. W całej historii kinematografii niewiele jest filmów, które doczekałyby się podobnego kultu. Jak nie zawieść oczekiwań tych ludzi?

--- o tym, czy twórcom z Westwood Studios się udało, piszę w obszernym szkicu, który został opublikowany w 18. numerze magazynu "Pixel". Jestem z tego tekstu szczególnie zadowolony, tym chętniej więc polecam go łaskawej uwadze czytelników.

Popularne posty z tego bloga

Otchłań tekstu w magazynie Pixel

Pod koniec lat 90. granie przez internet to w Polsce wciąż zabawa dla garstki wybrańców. Nie dla nas barwne światy Ultimy Online, nawet kilka godzin spędzonych w MUD-zie jest wyróżnieniem.

Problem to dostęp do internetu, dla przeciętnego Kowalskiego osiągalny wyłącznie dzięki 0202122 – numerowi Telekomunikacji Polskiej. Połączenia blokują linię telefoniczną innym mieszkańcom i są notorycznie zrywane, szybkość przesyłu danych satysfakcjonuje co najwyżej miłośników tekstowych serwisów WWW oraz IRC-a, a dzień, w którym listonosz przynosi rachunek za telefon, jest najbardziej stresującym momentem miesiąca.

Nic dziwnego, że firma IPS, dystrybutor Originu, nie decyduje się sprzedawać w Polsce Ultimy Online – pioniera MMORPG, z setkami tysięcy graczy z całego świata i ogromnymi krainami fantasty, których wygląd podziwiać można w rzucie izometrycznym. Tylko nieco powszechniej dostępną rozrywką są darmowe MUD-y – multi-user dungeon – sieciowe gry tekstowe dla wielu osób, w których lakoniczne …

Recenzja książki z Robbo w "CD-Action"

W numerze 6/2018 poczytnego magazynu "CD-Action" ukazała się moja recenzja eksperymentalnej książki "Robbo. Solucja", która trochę mi się podobała, ale bardziej jednak nie. Dlaczego? O tym w tekście.

Złota era multiplayera w PSX Extreme

30 lat temu na urodziny dostałem od rodziców najlepszy prezent – drugi joystick. Otworzyło to przede mną i grupką znajomych (których wyraźnie przybyło, odkąd w moim domu pojawił się ośmiobitowy mikrokomputer) zupełnie nowy wymiar elektronicznej rozrywki.
Joystick kosztował wtedy równowartość miesięcznej pensji, ale było warto. Skończył się dla nas czas grania po kolei w River Raid i sprawdzania, kto lepiej popilotuje samolot w samobójczej misji nad rzeką. Skończyły się samotne wędrówki po azteckim grobowcu w Montezuma's Revenge, gdy poszukiwacza wirtualnych skarbów do precyzyjnego skoku dopingowała za plecami grupka kibiców. Epoka „jeden gra – reszta patrzy” przeszła do historii. Przecież nawet pradziad wszystkich gier – Pong – udowadniał, że najlepsza zabawa jest wtedy, gdy rywalizuje się z żywym przeciwnikiem. Odkrywaliśmy zatem uroki multiplayera, zauważając, że wiele tytułów nabiera w tym trybie nowego blasku.
-- o tym, co było dalej, przeczytają Państwo w lipcowym (#251) num…