Przejdź do głównej zawartości

Joystick. Nieodłączny towarzysz gracza

„Bajtek” pisał o nim, że to drugi, zaraz po służącym do wczytywania gier magnetofonie, najważniejszy element każdego domowego systemu komputerowego. Świetnie zdawaliśmy sobie z tego sprawę.

Próbowano nazywać go drążkiem sterowym i manipulatorem drążkowym, były to jednak określenia zbyt długie, by mogły się przyjąć wśród młodzieży. Z kolei zgrabna i adekwatna manetka posiadała już wiele innych zastosowań w języku polskim. Czytelnik pisma „Informatyka” proponował utworzenie sympatycznego słowa grajrączka, a autor tłumaczenia instrukcji do brytyjskiego komputera BBC Master sugerował , by mówić o nim po prostu bawidełko. Magazyn „Komputer” żartobliwie postulował wprowadzenie terminu drążkowy wpływacz na położenie celu, natomiast „Bajtek” próbował tłumaczyć dosłownie z języka angielskiego, pisząc o radującym drążku, który składa się z „pałki (stick) oraz „przyjemności” (joy). Jak zwykle poważny profesor Władysław Turski, prezes Polskiego Towarzystwa Informatycznego, nalegał jednak, żeby skorzystać z określenia orczyk, wymyślonego przez polskich pilotów. – Ze zmierzchem konnych zaprzęgów oryginalne jego znaczenie zaczyna się zacierać, a fonetycznie poprawne, dobrze osadzone w polszczyźnie słowo może przybrać znaczenie nowe – argumentował profesor. Puryści niechętnie godzili się również na spolszczoną pisownię przez „dż”, choć tu z kolei ich przeciwnicy zauważali, że przecież na podobnej zasadzie z Wysp Brytyjskich przywędrowało do Polski np. słowo „dżem”.
Wszystkie te problemy, pochłaniające w 2. połowie lat 80. uwagę dziennikarzy, informatyków i językoznawców, nie interesowały jednak nas, najmłodszych polskich miłośników informatyki. Chcieliśmy po prostu bawić się grami komputerowymi. Potrzebowaliśmy do tego właśnie joysticków.

-- ciąg dalszy tekstu można przeczytać w magazynie „Commodore & Amiga” wskrzeszonym z okazji tegorocznej edycji festiwalu Pixel Heaven. Miłej lektury.

Popularne posty z tego bloga

Otchłań tekstu w magazynie Pixel

Pod koniec lat 90. granie przez internet to w Polsce wciąż zabawa dla garstki wybrańców. Nie dla nas barwne światy Ultimy Online, nawet kilka godzin spędzonych w MUD-zie jest wyróżnieniem.

Problem to dostęp do internetu, dla przeciętnego Kowalskiego osiągalny wyłącznie dzięki 0202122 – numerowi Telekomunikacji Polskiej. Połączenia blokują linię telefoniczną innym mieszkańcom i są notorycznie zrywane, szybkość przesyłu danych satysfakcjonuje co najwyżej miłośników tekstowych serwisów WWW oraz IRC-a, a dzień, w którym listonosz przynosi rachunek za telefon, jest najbardziej stresującym momentem miesiąca.

Nic dziwnego, że firma IPS, dystrybutor Originu, nie decyduje się sprzedawać w Polsce Ultimy Online – pioniera MMORPG, z setkami tysięcy graczy z całego świata i ogromnymi krainami fantasty, których wygląd podziwiać można w rzucie izometrycznym. Tylko nieco powszechniej dostępną rozrywką są darmowe MUD-y – multi-user dungeon – sieciowe gry tekstowe dla wielu osób, w których lakoniczne …

Recenzja książki z Robbo w "CD-Action"

W numerze 6/2018 poczytnego magazynu "CD-Action" ukazała się moja recenzja eksperymentalnej książki "Robbo. Solucja", która trochę mi się podobała, ale bardziej jednak nie. Dlaczego? O tym w tekście.

Złota era multiplayera w PSX Extreme

30 lat temu na urodziny dostałem od rodziców najlepszy prezent – drugi joystick. Otworzyło to przede mną i grupką znajomych (których wyraźnie przybyło, odkąd w moim domu pojawił się ośmiobitowy mikrokomputer) zupełnie nowy wymiar elektronicznej rozrywki.
Joystick kosztował wtedy równowartość miesięcznej pensji, ale było warto. Skończył się dla nas czas grania po kolei w River Raid i sprawdzania, kto lepiej popilotuje samolot w samobójczej misji nad rzeką. Skończyły się samotne wędrówki po azteckim grobowcu w Montezuma's Revenge, gdy poszukiwacza wirtualnych skarbów do precyzyjnego skoku dopingowała za plecami grupka kibiców. Epoka „jeden gra – reszta patrzy” przeszła do historii. Przecież nawet pradziad wszystkich gier – Pong – udowadniał, że najlepsza zabawa jest wtedy, gdy rywalizuje się z żywym przeciwnikiem. Odkrywaliśmy zatem uroki multiplayera, zauważając, że wiele tytułów nabiera w tym trybie nowego blasku.
-- o tym, co było dalej, przeczytają Państwo w lipcowym (#251) num…