Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z wrzesień, 2015

Klan Amstrada w magazynie Pixel

Niemal grzechem byłoby używać tego komputera do tak prymitywnych zastosowań jak gry. Przecież to prawie profesjonalny sprzęt! – pisał o Amstradach dziennikarz miesięcznika Informatyka. Niektórzy byli jednak przekonani, że świetnie nadawały się one także do celów rozrywkowych.

Oczywiście w Polsce Ludowej połowy lat 80. podstawową barierą w dostępie do mikrokomputerów była cena. Wiosną 1986 roku za średnią miesięczną pensję można było kupić co najwyżej archaiczne ZX81, a aby stać się właścicielem Spectrum z 48 kB pamięci RAM czy Atari XL/XE z magnetofonem, należało poświęcić przynajmniej półroczne zarobki. Co ciekawe, więcej niż sam komputer kosztowała stacja dyskietek, co czyniło to urządzenie dobrem niemal luksusowym. Zestaw komputerowy kompletowało się zatem zazwyczaj stopniowo. Dowodzona przez charyzmatycznego Alana Sugara brytyjska firma Amstrad wyznawała inną filozofię.

– Dotychczas standardem jest komputer przyłączany do urządzeń dostępnych w domu: telewizora i magnetofonu kaset…

Joystick. Nieodłączny towarzysz gracza

„Bajtek” pisał o nim, że to drugi, zaraz po służącym do wczytywania gier magnetofonie, najważniejszy element każdego domowego systemu komputerowego. Świetnie zdawaliśmy sobie z tego sprawę.

Próbowano nazywać go drążkiem sterowym i manipulatorem drążkowym, były to jednak określenia zbyt długie, by mogły się przyjąć wśród młodzieży. Z kolei zgrabna i adekwatna manetka posiadała już wiele innych zastosowań w języku polskim. Czytelnik pisma „Informatyka” proponował utworzenie sympatycznego słowa grajrączka, a autor tłumaczenia instrukcji do brytyjskiego komputera BBC Master sugerował , by mówić o nim po prostu bawidełko. Magazyn „Komputer” żartobliwie postulował wprowadzenie terminu drążkowy wpływacz na położenie celu, natomiast „Bajtek” próbował tłumaczyć dosłownie z języka angielskiego, pisząc o radującym drążku, który składa się z „pałki (stick) oraz „przyjemności” (joy). Jak zwykle poważny profesor Władysław Turski, prezes Polskiego Towarzystwa Informatycznego, nalegał jednak, żeby s…

Polski Flashback w magazynie Pixel

Jest rok 1995. Polscy amigowcy chcą pisać gry na światowym poziomie.

Zachodni producenci dysponują wprawdzie nieporównywalnie większymi środkami finansowymi i zapleczem technicznym, o jakim w Polsce można tylko pomarzyć, my mamy za to ogromne ambicje, Amigi 500 i dyskietki z pirackimi kopiami języka AMOS.

Wspomina Tomasz Stobierski: – Bardzo chcieliśmy zaistnieć, pokazać, co potrafimy. Kiedy pojawił się AMOS, wydawało się, że drzwi do tworzenia profesjonalnych gier stanęły otworem.

Stobierski przygotowuje się właśnie do matury, a w wolnych chwilach komponuje na swojej Amidze moduły muzyczne, którymi później chwali się przed kolegami z demosceny. Jego przyjaciel Krzysztof Biliński to utalentowany grafik i też ma Amigę. Postanawiają wspólnie zrobić grę. – Nie interesowały nas drobiazgi, inspiracją był Flashback – opowiadają po latach.

O ile jednak na liście płac tego ostatniego widnieje ponad 20 nazwisk, polscy autorzy działają tylko we dwójkę, pod szyldem AB Team. Stobierski programuj…

SB na tropie ZX Spectrum

W latach 1985-1986 nawet na niezwiązanych w żaden sposób z informatyką wydziałach pojawiały się nowe nabytki firm takich jak Sinclair, Commodore czy Atari. Było to zjawisko na tyle powszechne, że przyciągnęło uwagę Służby Bezpieczeństwa. „Uniwersytet Łódzki nabył dużo mikrokomputerów bez rozpoznania potrzeb własnych, które służą teraz jako zabawka do gier” – czytamy w meldunku funkcjonariusza SB. Teczka ta szybko powiększała się o kolejne bulwersujące donosy i raporty.

-- cały tekst można przeczytać w serwisie Intel iQ.

Jak narodził się Bajtek

27 września 1985 roku „Sztandar Młodych” informował, że w kioskach pojawił się pierwszy numer miesięcznika „Bajtek”. Nie była to informacja prawdziwa, a „Bajtka” już w kioskach wtedy nie było. Nakład 50 tysięcy egzemplarzy znalazł nabywców w ciągu dwóch dni.

- Kajtka nie ma, burczy zniecierpliwiona kioskarka, tak samo jak niedawno odburkiwała na pytanie o pastę do zębów - relacjonował próby zakupu magazynu dziennikarz „Polityki”.

Ogromne zapotrzebowanie na „Bajtka” mogło być dla jego twórców zaskoczeniem. Dziennikarze szacowali, że w Polsce znajduje się zaledwie około 50 tysięscy mikrokomputerów. Nic dziwnego, skoro jesienią 1985 roku używane ZX Spectrum z 48 kB pamięci RAM kosztowało równowartość półrocznych zarobków statystycznego Polaka, a Commodore 64 z magnetofonem kasetowym nawet dwa razy więcej.

Zaporowe ceny stanowiły więc póki co barierę trudną do pokonania dla użytkowników prywatnych, natomiast w szkołach oraz klubach przyzakładowych i harcerskich do dyspozycji przyszłych f…

Komputery PRL przedstawiam razem z IPN, Retroboat i MHKI

26 września w godzinach 10:00-15:00 Łódź, ul. Orzeszkowej 31/35

Na konferencji High-tech za żelazną kurtyną

W dniu 23 września, o godzinie 15:00, na organizowanej przez Oddział IPN w Katowicach oraz Muzeum Historii Komputerów i Informatyki konferencji pt. "High-tech za żelazną kurtyną", wygłoszę wykład na temat "Komputeryzacja jakby od końca - obywateli, przedsiębiorstw i uczelni schyłkowego PRL-u".

Katowice, ul. Św. Jana 10, Przystanek Historia. Zapraszam serdecznie. Program tego bardzo interesującego wydarzenia jest tutaj.

O KSI na konferencji PTH

18 września, o godzinie 17.30, na konferencji organizowanej przez Oddział Łódzki Polskiego Towarzystwa Historycznego w siedzibie Instytutu Historii Uniwersytetu Łódzkiego, zatytułowanej "Miasto i wieś w XIX i XX wieku - procesy modernizacyjne" wygłoszę wykład na temat "Właściwe bity informacji. Krajowy System Informatyczny Andrzeja Targowskiego". Łódź, ul. Kamińskiego 27a. Zapraszam do dyskusji.

Odlot Adama Ostaszewskiego w "Mówią Wieki"

Adam Ostaszewski ma 28 lat, gdy w roku 1888 po raz pierwszy odrywa się od Ziemi. Będąc w Berlinie, wznosi się w powietrze w balonowym koszu (nie odmawiając sobie przy okazji drobnej manifestacji patriotycznej: w ręku trzyma biało-czerwoną flagę). W nieodległym Wiedniu zwiedza także wystawę aeronautyczną, podziwiając liczne konstrukcje latające: balony, sterowce, pierwsze płatowce. Prawdopodobnie to właśnie wtedy idea podróży powietrznych staje się jego wielką pasją. Nie jedyną.

Ostaszewski herbu Ostoja urodził się w 1860 roku we Wzdowie. Pochodząc z bogatej rodziny ziemiańskiej, otrzymane od rodziców środki wykorzystywał, by zwiedzać świat i przy okazji zdobyć gruntowne wykształcenie. Nauki pobierał nie tylko w Tarnopolu i Krakowie, ale również w Wiedniu, Paryżu, Berlinie i Rzymie, wieńcząc je tytułem doktora prawa i filozofii. Zapamiętale studiował języki – biegle posługiwał się francuskim, niemieckim i angielskim, znał łacinę, grekę i sanskryt, nie były mu obce także arabski, persk…