Przejdź do głównej zawartości

Kilobajty horroru w magazynie "Pixel"

Jest rok 1981, środek nocy. Wyposażony w najnowocześniejszy sprzęt – konsolę Atari VCS, joystick CX40 oraz pudełko zapałek – łowca skarbów wkracza do opuszczonej rezydencji śp. Zacharego Gravesa. W tym owianym złą sławą miejscu planuje zdobyć urnę – wyjątkowo ceniony na kolekcjonerskim rynku artefakt. Zadanie wydaje się banalnie proste, być może jednak w krążących wśród okolicznych mieszkańców opowieściach tkwi ziarno prawdy, a dostępu do tajemnic domu strzegą groźne demony? Czy eksplorator zwalczy lęk i odniesie sukces, czy też nawiedzona rezydencja dopisze do swojej historii kolejną mroczną legendę?

Tak zaczyna się gra Haunted House, która jako pierwsza chce pokonać ogromną barierę w świecie elektronicznej rozrywki. Wcześniej gry bawiły, rozśmieszały, dostarczały emocji, czasem także wzruszeń. Od teraz mają również straszyć. W kilku kilobajtach kodu próbują wywołać u graczy przerażenie lub chociaż lekki dreszczyk niepokoju skuteczniej niż powieść lub film. Z jakim skutkiem?

... o tym można przekonać się, czytając tekst "Kilobajty horroru", opublikowany w 7. numerze magazynu Pixel. Życzę owocnej lektury.