Przejdź do głównej zawartości

Nowoczesne zabawki PRL-u w magazynie "Pixel"

– W czasach mojego dzieciństwa do zabawy służyły fajerki – wspominał Andrzej Osęka, znany w Polsce Ludowej krytyk sztuki i dziennikarz. – Były jedynymi zabawkami, na jakie mogło sobie pozwolić każde dziecko. Wystarczyło zwędzić z kuchni. Jeszcze trzeba było wygiąć długi drut i posługując się tym drutem toczyło się przed sobą fajerkę. Wydawała fascynujący głuchy turkot, jak motocykl lub samochód. Zabawa przerodziła się w szał, w epidemię. Matki, nie mogąc niczego na kuchni ugotować, goniły po podwórkach mistrzów jazdy na fajerce.

PRL od samego początku miał ogromne problemy z zapewnieniem Polakom produktów tak zasadniczych jak żywność czy sprzęt gospodarstwa domowego, czego symbolem stały się obrazy pustych półek w sklepach i kolejek przed sklepami oraz rozbudowany system reglamentacji towarów (kartki na mięso, benzynę czy cukier). Nic zatem dziwnego, że zabawki dla dzieci nie były traktowane priorytetowo ani przez władze, desperacko zwalczające niedobory, ani przez obywateli, czekających w gigantycznych kolejkach po wszystko – od parówek po meble. Najmłodsi Polacy sprawę zabawek wzięli jednak we własne ręce. Dosłownie.

-- ciąg dalszy tego obszernego artykułu można przeczytać w 5. numerze magazynu „Pixel”.