Przejdź do głównej zawartości

Leming znad Wisły w magazynie "Pixel"

Jest rok 1995. Amigowy światek ma swoje coraz poważniejsze zmartwienia, ale i drobne radości. Np. znakomitą polską grę Lost in Mine.

Oczywiście wszyscy oczekują wówczas na zupełnie inne produkcje. Niedawna premiera pecetowego Dooma zaowocowała przecież plotką, że podobny efekt graficzny jest nie do osiągnięcia na Amidze, w związku z czym posiadacze tych komputerów za punkt honoru stawiają sobie realizację „doomopodobnych” gier FPS. Gloom, Breathless, Fears czy Alien Breed 3D najbardziej ekscytują amigowców. Emocje budzi także polska Cytadela. „Zwróciłem uwagę na wyśmienite detale, takie jak chyboczące się łańcuchy, haki zwisające z sufitu, zwłoki przybite do ścian, lampy itp. Niesamowite wrażenie robi wymiana ognia. Tutaj nie tylko latają mózgi i rozpluskują się na winklach, sufitach, parapetach, po naciśnięciu spustu miotacza ognia można podziwiać żywe pochodnie” – zachwyca się w „Top Secret” Piotr Leszczyński, brat słynnego Emilusa.

Jednak ten sam redaktor wystawia najwyższą notę także zupełnie innej grze. Spokojnej, dwuwymiarowej, wymagającej myślenia, a nie celności ognia. „To najlepsza polska gra tego rodzaju” – ocenia Lost in Mine Łukasza Kałuskiego. „To jakby leming, leming znad Wisły” – opisuje, trafnie rozpoznając inspiracje autora.

- ciąg dalszy tego artykułu można znaleźć w 5. numerze magazynu „Pixel”.