Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z kwiecień, 2015

Zapomniany kuzyn Dizzy'ego w magazynie "Pixel"

Jest rok 1996 i nawet „Top Secret” przestaje publikować recenzje gier na C64, by chwilę później upaść (nie należy jednak łączyć tych dwóch wydarzeń). Rok wcześniej z kiosków zniknął magazyn „Commodore & Amiga”, a „Secret Service” od dawna zajmuje się tylko pecetem, Amigą i konsolami. Wielka szkoda, bo nie ma już nikogo, kto opisałby Knoorkiego.

Kim jest Knoorkie? To różowy prosiak – bohater znakomitej gry Marcina Ossowskiego i Tomasza Marońskiego, nastoletnich fanów Commodore 64 z Wałbrzycha. Obaj przeżywają wówczas fascynację postacią Dizzy’ego. Wymyślone przez braci Oliver jajko, które od 1987 roku na ekranach różnych komputerów domowych wykonuje akrobacje i rozwiązuje proste zagadki z wykorzystaniem znalezionych po drodze przedmiotów, staje się dla młodych Polaków inspiracją. – Pomyślałem sobie, że fajnie byłoby umieć stworzyć coś takiego samemu, mieć własnego bohatera i posłać go na podobną misję – wspomina po latach Ossowski.

Autor nie poprzestaje na marzeniach. Poznaje tajn…

Książka o tym, jak zaczęliśmy robić świetne gry

30 lat historii polskich gier komputerowych nie doczekało się dotychczas całościowego opisu. Wprawdzie autor niniejszego tekstu od blisko dekady w ponad stu tekstach uwieczniał pionierskie dokonania krajowych twórców, czego zwieńczeniem stała się książka „Bajty polskie”, niemniej swoje opowieści konsekwentnie kończył w połowie lat 90., gdy spod telewizorów w polskich domach znikała Amiga, a z kiosków znikał magazyn „Top Secret”.

W historiografii pojawiła się zatem poważna luka, ponieważ choć „Top Secret” i Amiga odeszły wówczas bezpowrotnie, gry made in Poland miały się coraz lepiej. Aż do teraz ich historie trzeba było jednak wyławiać z licznych, rozproszonych po internecie i prasie branżowej artykułów.

Na szczęście luka została właśnie zapełniona. Kompletne dzieje polskich gier komputerowych spisał Marcin Kosman, autor książki „Nie tylko Wiedźmin”.

-- moją recenzję tej publikacji można przeczytać na stronie Intel iQ.

[Z archiwum K] Słowo za milion

Gdy Jerzy Prekurat informował na łamach tygodnika „Razem”, że w roku 1984 na Zachodzie tytuł najlepszego mikrokomputera domowego zdobyło Commodore 64, a w kategorii sprzętu do zastosowań profesjonalnych nagrodzono Macintosha firmy Apple, zaraz musiał dodać, że gdyby podobne wybory ogłosić w Polsce, „zwycięzcą okazałyby się prawdopodobnie liczydła – jedyny rachujący sprzęt naprawdę powszechnego użytku”.

Niestety, redaktor magazynu miał rację. Podbijające Zachód mikrokomputery takie jak ZX Spectrum czy Atari XL/XE u nas wciąż były dostępne tylko dla garstki pasjonatów. By je zdobyć, należało poświęcić nawet roczną średnią pensję (jeśli nabywca zdecydował się na zakup u oficjalnego dystrybutora) lub zrezygnować z rachunku i gwarancji, nielegalnie sprowadzając wymarzone urządzenie z RFN albo Wielkiej Brytanii.

Konieczność popularyzacji nowej technologii była oczywista dla wszystkich – oprócz państwa, które wręcz przeszkadzało obywatelom w docieraniu do mikrokomputerów, obciążając ich imp…