Przejdź do głównej zawartości

Wyspa z Atari i inne teksty w "Pixelu" #2

Gdy w roku 1993 redakcja „Top Secret” pyta swoich czytelników o ulubione gatunki gier, najczęstszymi odpowiedziami są przygodówki, mordobicia, strategie i wyścigi samochodowe. Gdzieś na samym końcu stawki – daleko za archaicznymi labiryntówkami, logicznymi łamigłówkami i symulatorami lotu (i tylko minimalnie przed polegającymi na wściekłym machaniu dżojstikiem „decathlonami”) lądują gry tekstowe. Nie wszyscy jednak chcą, aby tekstówki zostały całkowicie zapomniane.

Oczywiście czasy ich świetności dawno już minęły i tylko najstarsi miłośnicy komputerowych rozrywek wciąż pamiętają, że w 1986 roku spectrumowy Hobbit Melbourne House potrafił wyprzedzić na liście przebojów „Bajtka” hity takie jak The Way of the Exploding Fist, Jet Set Willy czy nawet Knight Lore. Andrzej Kadlof pisał wówczas w szacownym miesięczniku „Komputer”, że tekstówki są uważane przez graczy „za wyższy etap wtajemniczenia po ogłupiających zabawach typu pif-paf! bij-zabij”, a do tego pozwalają podszkolić jakże cenną i rzadką znajomość języka angielskiego. Z kolei stawiający pierwsze kroki w tworzeniu gier polscy autorzy chętnie próbowali sił właśnie w tym gatunku – wymagającym nie graficznych czy dźwiękowych fajerwerków, lecz starannie przygotowanego scenariusza oraz programistycznych umiejętności związanych z opracowaniem rozbudowanego słownika komend i metody kompresją tekstu, by pasjonującą historię zmieścić w 48 lub 64 kB pamięci mikrokomputera. Rodzime tekstówki – Puszka Pandory, Smok Wawelski, Hibernatus czy przede wszystkim Mózgprocesor – pod koniec lat 80. należały do najchętniej kopiowanych gier na giełdach w całej Polsce. I nagle, gdy wszystkim wydaje się, że to już historia, w 1993 roku w katalogach giełdowych piratów wyspecjalizowanych w oprogramowaniu na Atari XL/XE pojawia się niespodziewany przebój: polska gra tekstowa pt. Wyspa.

-- ciąg dalszy tekstu o kolejnej zapomnianej perełce polskiego gamedevu można przeczytać w 2. numerze miesięcznika „Pixel”. Tamże obszerny, napisany przeze mnie razem z Mariuszem Rozwadowskim szkic o klapach, wpadkach i upadkach firmy Commodore oraz krótka relacja, w której opowiadam, w co grają młodzi mieszkańcy Teheranu. Polecając się uwadze Czytelników, zapraszam do dobrych kiosków na terenie całego kraju.

Popularne posty z tego bloga

Otchłań tekstu w magazynie Pixel

Pod koniec lat 90. granie przez internet to w Polsce wciąż zabawa dla garstki wybrańców. Nie dla nas barwne światy Ultimy Online, nawet kilka godzin spędzonych w MUD-zie jest wyróżnieniem.

Problem to dostęp do internetu, dla przeciętnego Kowalskiego osiągalny wyłącznie dzięki 0202122 – numerowi Telekomunikacji Polskiej. Połączenia blokują linię telefoniczną innym mieszkańcom i są notorycznie zrywane, szybkość przesyłu danych satysfakcjonuje co najwyżej miłośników tekstowych serwisów WWW oraz IRC-a, a dzień, w którym listonosz przynosi rachunek za telefon, jest najbardziej stresującym momentem miesiąca.

Nic dziwnego, że firma IPS, dystrybutor Originu, nie decyduje się sprzedawać w Polsce Ultimy Online – pioniera MMORPG, z setkami tysięcy graczy z całego świata i ogromnymi krainami fantasty, których wygląd podziwiać można w rzucie izometrycznym. Tylko nieco powszechniej dostępną rozrywką są darmowe MUD-y – multi-user dungeon – sieciowe gry tekstowe dla wielu osób, w których lakoniczne …

Recenzja książki z Robbo w "CD-Action"

W numerze 6/2018 poczytnego magazynu "CD-Action" ukazała się moja recenzja eksperymentalnej książki "Robbo. Solucja", która trochę mi się podobała, ale bardziej jednak nie. Dlaczego? O tym w tekście.

Złota era multiplayera w PSX Extreme

30 lat temu na urodziny dostałem od rodziców najlepszy prezent – drugi joystick. Otworzyło to przede mną i grupką znajomych (których wyraźnie przybyło, odkąd w moim domu pojawił się ośmiobitowy mikrokomputer) zupełnie nowy wymiar elektronicznej rozrywki.
Joystick kosztował wtedy równowartość miesięcznej pensji, ale było warto. Skończył się dla nas czas grania po kolei w River Raid i sprawdzania, kto lepiej popilotuje samolot w samobójczej misji nad rzeką. Skończyły się samotne wędrówki po azteckim grobowcu w Montezuma's Revenge, gdy poszukiwacza wirtualnych skarbów do precyzyjnego skoku dopingowała za plecami grupka kibiców. Epoka „jeden gra – reszta patrzy” przeszła do historii. Przecież nawet pradziad wszystkich gier – Pong – udowadniał, że najlepsza zabawa jest wtedy, gdy rywalizuje się z żywym przeciwnikiem. Odkrywaliśmy zatem uroki multiplayera, zauważając, że wiele tytułów nabiera w tym trybie nowego blasku.
-- o tym, co było dalej, przeczytają Państwo w lipcowym (#251) num…