Przejdź do głównej zawartości

Telewizja z kosmosu

W tamtych latach niedzielny wieczór był rodzinnym świętem. Po całym dniu spędzonym przy własnych sprawach, wspólnie siadaliśmy przed telewizorem nastawionym na odbiór Dwójki, aby zobaczyć audycję „Bliżej świata”. Na wypukłym ekranie Rubina z wypiekami na twarzach obserwowaliśmy fragmenty programów telewizyjnych z Zachodu i słuchaliśmy mądrych komentatorów w studiu. Jednak mówiąc szczerze, sprawy społeczno-polityczne nie bardzo interesowały ani młodszych, ani starszych. Wszyscy zgodnie czekaliśmy na część rozrywkową.

Jak miało okazać się po latach, nie byliśmy wcale wyjątkowi. Bartek Koziczyński w książce „333 popkultowe rzeczy PRL” wspomina: „Ględzenie o tym, że to, co widzimy, nie jest fajne, było złem koniecznym. Widzowie łaknęli migawek ze świata mody, sportu, wideoklipów i obowiązkowego Benny'ego Hilla na koniec”.

„Bliżej świata” było odpowiedzią Telewizji Polskiej na zainteresowanie społeczeństwa telewizją satelitarną – najnowszą, obok magnetowidów i mikrokomputerów, technologiczną rewolucją docierającą do nas z lepszej strony żelaznej kurtyny.

-- dalszy ciąg artykułu poświęconego początkom naszej fascynacji „telewizją z kosmosu” można przeczytać w serwisie Save the Floppy. Tamże felieton historyczny o fenomenie giełd komputerowych. Życzę przyjemnej lektury.