Przejdź do głównej zawartości

Kazimierz Prószyński: ze śmiertelnika uczynić poetę życia

W 1909 roku na bulwarach nad Sekwaną spacerowiczów intrygował niezwykły widok. Obok nich, na koniu lub wychylając się z dorożki, przejeżdżał w różne strony elegancki mężczyzna, trzymający w ręku niewielką czarną skrzynkę. To Polak, Kazimierz Prószyński, testował swój nowy wynalazek.

Zafascynowany w dzieciństwie „ożywioną fotografią” konstruktor od dawna wymyślał i budował kolejne kamery oraz projektory – słynny jest zwłaszcza wyścig Prószyńskiego z braćmi Lumière, który opisywaliśmy już w naszym magazynie. Konsekwencja, talent i pracowitość sprawiały, że kolejne modele jego pleografu spotykały się z coraz większym uznaniem.

„O takim człowieku można powiedzieć, iż jest on dotknięty »chorobą lepszości«. Podziwia on kinematograf, lecz jednocześnie spostrzega, że obrazy drgają w niemiły sposób, więc zaczyna pracować nad takim kinematografem, w którym obrazy nie drgałyby – pisał o Prószyńskim Bolesław Prus. – Takich ludzi należy starannie pielęgnować, oni bowiem tworzą postęp”. „Efektowne pokazy Prószyńskiego wywołały długie oklaski obecnych, a wprost sensację wśród przemysłowców kinematograficznych” – donosiła prasa o francuskiej demonstracji nowego projektora. „Prószyński to Kolumb kinematografii” – chwalili Polaka Amerykanie. „Panowie, w kinematografii ten człowiek jest pierwszy, ja jestem drugi” – zapewniał sam Ludwik Lumière.

A jednak mieszkający wówczas we Francji Kazimierz Prószyński nie zamierzał poprzestać na ulepszaniu i doskonaleniu dawnych konstrukcji oraz zbieraniu pochwał. Chciał zrewolucjonizować kino – upowszechnić możliwość tworzenia filmów, dać kamery masom, jak pisał redaktor tygodnika „Świat”: dzięki ożywionym fotografiom „ze zwykłego śmiertelnika uczynić poetę życia”.

- ciąg dalszy artykułu można przeczytać w serwisie Intel iQ.