Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z luty, 2015

Wyspa z Atari i inne teksty w "Pixelu" #2

Gdy w roku 1993 redakcja „Top Secret” pyta swoich czytelników o ulubione gatunki gier, najczęstszymi odpowiedziami są przygodówki, mordobicia, strategie i wyścigi samochodowe. Gdzieś na samym końcu stawki – daleko za archaicznymi labiryntówkami, logicznymi łamigłówkami i symulatorami lotu (i tylko minimalnie przed polegającymi na wściekłym machaniu dżojstikiem „decathlonami”) lądują gry tekstowe. Nie wszyscy jednak chcą, aby tekstówki zostały całkowicie zapomniane.

Oczywiście czasy ich świetności dawno już minęły i tylko najstarsi miłośnicy komputerowych rozrywek wciąż pamiętają, że w 1986 roku spectrumowy Hobbit Melbourne House potrafił wyprzedzić na liście przebojów „Bajtka” hity takie jak The Way of the Exploding Fist, Jet Set Willy czy nawet Knight Lore. Andrzej Kadlof pisał wówczas w szacownym miesięczniku „Komputer”, że tekstówki są uważane przez graczy „za wyższy etap wtajemniczenia po ogłupiających zabawach typu pif-paf! bij-zabij”, a do tego pozwalają podszkolić jakże cenną …

Automaty liczą... taniej w wersji cyfrowej!

Dzieje polskich komputerów – zwanych kiedyś mózgami elektronowymi – znają właściwie tylko ludzie zaangażowani w ich budowę. Przeciętny Polak pewnie historię naszej informatyki streściłby w trzech obrazach: lata 70., wielkie szpule komputerów "Odra", pokazywane w Polskiej Kronice Filmowej, którą trzeba było przeczekać zanim pojawił się zagraniczny film; lata 80., telewizyjne migawki z giełdy komputerowej, z obrazami Atari, Commodore czy ZX Spectrum, a wszystko to okraszone uszczypliwym komentarzem o zaradności rodzimych handlarzy; lata 90., budujący program publicystyczny o polskich montowniach PC-tów, które rosły po upadku komunizmu. Historia polskiej informatyki oczywiście jest znacznie bogatsza. Dziś możemy ją dokładniej poznać dzięki książce Bartłomieja Kluski "Automaty liczą". Niezwykle interesującej. Skromnej objętościowo, ale bogatej w treści. Szczęśliwie nie jest obciążona nadmiarem dat i cyfr, które kochają niektórzy historycy. Koncentruje się raczej na pok…

Kazimierz Prószyński: ze śmiertelnika uczynić poetę życia

W 1909 roku na bulwarach nad Sekwaną spacerowiczów intrygował niezwykły widok. Obok nich, na koniu lub wychylając się z dorożki, przejeżdżał w różne strony elegancki mężczyzna, trzymający w ręku niewielką czarną skrzynkę. To Polak, Kazimierz Prószyński, testował swój nowy wynalazek.

Zafascynowany w dzieciństwie „ożywioną fotografią” konstruktor od dawna wymyślał i budował kolejne kamery oraz projektory – słynny jest zwłaszcza wyścig Prószyńskiego z braćmi Lumière, który opisywaliśmy już w naszym magazynie. Konsekwencja, talent i pracowitość sprawiały, że kolejne modele jego pleografu spotykały się z coraz większym uznaniem.

„O takim człowieku można powiedzieć, iż jest on dotknięty »chorobą lepszości«. Podziwia on kinematograf, lecz jednocześnie spostrzega, że obrazy drgają w niemiły sposób, więc zaczyna pracować nad takim kinematografem, w którym obrazy nie drgałyby – pisał o Prószyńskim Bolesław Prus. – Takich ludzi należy starannie pielęgnować, oni bowiem tworzą postęp”. „Efektowne…

[Z archiwum K] Gambleriada

(...) Pojawiło się blisko 8 tysięcy zwiedzających, którzy mogli zobaczyć na żywo nie tylko redaktorów swoich ulubionych magazynów, ale również zapoznać się z ofertą wszystkich wiodących dystrybutorów (CD Projekt, Digital Multimedia Group, IPS, Mirage) i producentów (MarkSoft, Avalon, Arrakis). Z ważniejszych wydarzeń: debiutujący w branży Techland pokazał Prawo Krwi, zaś Seven Stars pecetową wersję przygodówki Kajko i Kokosz, Nintendo z kolei chwaliło się konsolami SNES i Game Boy, a także rewolucyjnym, przenoszącym gry w trzeci wymiar Virtual Boyem (którym wówczas wszyscy się jeszcze zachwycali). Graczom udostępniono do sprawdzenia m.in. wersję demonstracyjną Wing Commandera IV, następcę Flashbacka, czyli Fade to Black, świeżutkie The Need for Speed, Command&Conquer, a także Phantasmagorię i Worms. Same hity. Największym przebojem okazał się jednak Mortal Kombat 3, który miał premierę dwa dni przed targami, i mimo sięgającej 200 zł ceny, sprzedawał się bardzo dobrze.

Głównym wyd…

Telewizja z kosmosu

W tamtych latach niedzielny wieczór był rodzinnym świętem. Po całym dniu spędzonym przy własnych sprawach, wspólnie siadaliśmy przed telewizorem nastawionym na odbiór Dwójki, aby zobaczyć audycję „Bliżej świata”. Na wypukłym ekranie Rubina z wypiekami na twarzach obserwowaliśmy fragmenty programów telewizyjnych z Zachodu i słuchaliśmy mądrych komentatorów w studiu. Jednak mówiąc szczerze, sprawy społeczno-polityczne nie bardzo interesowały ani młodszych, ani starszych. Wszyscy zgodnie czekaliśmy na część rozrywkową.

Jak miało okazać się po latach, nie byliśmy wcale wyjątkowi. Bartek Koziczyński w książce „333 popkultowe rzeczy PRL” wspomina: „Ględzenie o tym, że to, co widzimy, nie jest fajne, było złem koniecznym. Widzowie łaknęli migawek ze świata mody, sportu, wideoklipów i obowiązkowego Benny'ego Hilla na koniec”.

„Bliżej świata” było odpowiedzią Telewizji Polskiej na zainteresowanie społeczeństwa telewizją satelitarną – najnowszą, obok magnetowidów i mikrokomputerów, technol…