Przejdź do głównej zawartości

Recenzja Dungeon Hunt w magazynie "Pixel"

Schodzę w głąb kolejnego lochu, nerwowo patrząc na wskaźnik zdrowia. Smok, którego zabiłem przed chwilą, trochę mnie jednak poturbował. Kończy się też olej do pochodni, więc za chwilę korytarze spowije mrok. Jak wtedy zobaczę potwora schowanego za zakrętem? Czuję, że moja spocona ze strachu ręka coraz mocniej zaciska się na toporze bojowym… tfu! na joysticku. Teraz żałuję, że po załadowaniu gry do pamięci wybrałem aż trzeci poziom trudności.

Ćwierć wieku temu, odwiedzając giełdę komputerową, patrzyłem z zazdrością, jak zamożni właściciele Atari ST i Amigi, uruchamiają Dungeon Mastera, aby w podziemnych labiryntach toczyć w czasie rzeczywistym pojedynki z golemami, ogrami i smokami. Kanadyjczyk Jim Wilkinson, autor Dungeon Hunt, sprawił, że wreszcie i ja – ubogi atarowiec ośmiobitowy – mogę poczuć te emocje na własnej skórze...

-- dalszy ciąg recenzji mocnego kandydata do tytułu gry roku 2014 w kategorii Atari 400/800/XL/XE można przeczytać w numerze 1/2015 miesięcznika „Pixel”.