Przejdź do głównej zawartości

Recenzja Dungeon Hunt w magazynie "Pixel"

Schodzę w głąb kolejnego lochu, nerwowo patrząc na wskaźnik zdrowia. Smok, którego zabiłem przed chwilą, trochę mnie jednak poturbował. Kończy się też olej do pochodni, więc za chwilę korytarze spowije mrok. Jak wtedy zobaczę potwora schowanego za zakrętem? Czuję, że moja spocona ze strachu ręka coraz mocniej zaciska się na toporze bojowym… tfu! na joysticku. Teraz żałuję, że po załadowaniu gry do pamięci wybrałem aż trzeci poziom trudności.

Ćwierć wieku temu, odwiedzając giełdę komputerową, patrzyłem z zazdrością, jak zamożni właściciele Atari ST i Amigi, uruchamiają Dungeon Mastera, aby w podziemnych labiryntach toczyć w czasie rzeczywistym pojedynki z golemami, ogrami i smokami. Kanadyjczyk Jim Wilkinson, autor Dungeon Hunt, sprawił, że wreszcie i ja – ubogi atarowiec ośmiobitowy – mogę poczuć te emocje na własnej skórze...

-- dalszy ciąg recenzji mocnego kandydata do tytułu gry roku 2014 w kategorii Atari 400/800/XL/XE można przeczytać w numerze 1/2015 miesięcznika „Pixel”.

Popularne posty z tego bloga

Otchłań tekstu w magazynie Pixel

Pod koniec lat 90. granie przez internet to w Polsce wciąż zabawa dla garstki wybrańców. Nie dla nas barwne światy Ultimy Online, nawet kilka godzin spędzonych w MUD-zie jest wyróżnieniem.

Problem to dostęp do internetu, dla przeciętnego Kowalskiego osiągalny wyłącznie dzięki 0202122 – numerowi Telekomunikacji Polskiej. Połączenia blokują linię telefoniczną innym mieszkańcom i są notorycznie zrywane, szybkość przesyłu danych satysfakcjonuje co najwyżej miłośników tekstowych serwisów WWW oraz IRC-a, a dzień, w którym listonosz przynosi rachunek za telefon, jest najbardziej stresującym momentem miesiąca.

Nic dziwnego, że firma IPS, dystrybutor Originu, nie decyduje się sprzedawać w Polsce Ultimy Online – pioniera MMORPG, z setkami tysięcy graczy z całego świata i ogromnymi krainami fantasty, których wygląd podziwiać można w rzucie izometrycznym. Tylko nieco powszechniej dostępną rozrywką są darmowe MUD-y – multi-user dungeon – sieciowe gry tekstowe dla wielu osób, w których lakoniczne …

Recenzja książki z Robbo w "CD-Action"

W numerze 6/2018 poczytnego magazynu "CD-Action" ukazała się moja recenzja eksperymentalnej książki "Robbo. Solucja", która trochę mi się podobała, ale bardziej jednak nie. Dlaczego? O tym w tekście.

Złota era multiplayera w PSX Extreme

30 lat temu na urodziny dostałem od rodziców najlepszy prezent – drugi joystick. Otworzyło to przede mną i grupką znajomych (których wyraźnie przybyło, odkąd w moim domu pojawił się ośmiobitowy mikrokomputer) zupełnie nowy wymiar elektronicznej rozrywki.
Joystick kosztował wtedy równowartość miesięcznej pensji, ale było warto. Skończył się dla nas czas grania po kolei w River Raid i sprawdzania, kto lepiej popilotuje samolot w samobójczej misji nad rzeką. Skończyły się samotne wędrówki po azteckim grobowcu w Montezuma's Revenge, gdy poszukiwacza wirtualnych skarbów do precyzyjnego skoku dopingowała za plecami grupka kibiców. Epoka „jeden gra – reszta patrzy” przeszła do historii. Przecież nawet pradziad wszystkich gier – Pong – udowadniał, że najlepsza zabawa jest wtedy, gdy rywalizuje się z żywym przeciwnikiem. Odkrywaliśmy zatem uroki multiplayera, zauważając, że wiele tytułów nabiera w tym trybie nowego blasku.
-- o tym, co było dalej, przeczytają Państwo w lipcowym (#251) num…