Przejdź do głównej zawartości

Fantasolo: historia wielkiej przygody w magazynie "Pixel"

Hej Śmiałku! To o Tobie mówią, że w Twoich żyłach zamiast krwi płynie lodowata woda, a Twoje mięśnie są z najszlachetniejszej stali – pisze w 1987 roku Jacek Ciesielski, redaktor tygodnika młodzieżowego „Razem”. Dla wielu czytelników magazynu słowa te oznaczają początek wielkiej przygody.

Ciesielski przez całe lata 80. wytrwale popularyzuje w prasie gry planszowe, komputerowe i fabularne (tak przetłumaczył obco brzmiący dla Polaków termin role-playing games). Rozrywki te wymagają jednak kosztownych i trudno osiągalnych w PRL-u rekwizytów. Aby zdobyć podręcznik RPG czy planszówkę, trzeba liczyć na uprzejmość mieszkającej na Zachodzie rodziny lub wykorzystać zagraniczną delegację rodzica, a zabawki takie kosztują co najmniej równowartość miesięcznej pensji (nie mówiąc o komputerach, których zakup to wydatek nawet rocznych zarobków). Do tego, żeby skorzystać z tych nowinek, potrzebna jest – wcale wówczas nieoczywista – znajomość języka angielskiego. Dlatego Polska Ludowa lat 80. oferuje młodym ludziom inne rozrywki. Historyk Krzysztof Kosiński w monografii „Oficjalne i prywatne życie młodzieży w czasach PRL” wymienia m.in.: słuchanie radia, dwa programy telewizji, kostkę Rubika, kapsle, hodowlę rybek akwariowych i zbieranie plakatów gwiazd. Na szczęście osoby chcące wyrwać się z tej siermiężnej rzeczywistości, by przeżyć fantastyczną przygodę w świecie wyobraźni, mają jeszcze jedną możliwość.

Śledzący branżowe nowinki na Zachodzie Ciesielski zauważa, że kilka lat wcześniej pojawiła się tam interesująca hybryda gier i literatury – publikacje z cyklu Fighting Fantasy. „Są one zupełnie niepodobne do gier – tłumaczy nowe zjawisko czytelnikom »Razem«. – Kupuje się je w księgarni, bo to po prostu książki, nie potrzeba do gry żadnych specjalnych rekwizytów. Wystarczy ołówek, gumka, kartka papieru i dwie kostki”. Założeniem, jakie przyświeca twórcom tych „pół-gier pół-opowieści”, jest proste: to Ty, czytelniku, jesteś bohaterem historii. A zatem narracja prowadzona jest konsekwentnie w drugiej osobie, a czytelnik-gracz ma istotny wpływ na rozwój wydarzeń. Po przeczytaniu fragmentu historii może więc wybrać jedno z kilku z zaproponowanych przez autora rozwiązań. Lekturę urozmaicają elementy losowe – rzuty kostką, które decydują np. o wynikach starć z napotkanymi podczas wędrówki przeciwnikami. Historie osadzone są przeważnie w klimatach fantasy, dlatego Ciesielski proponuje dla całego gatunku polską nazwę: fantasolo. „Czy nie byłoby wspaniale żyć w wyimaginowanym świecie wśród elfów i krasnoludów?” – pyta redaktor.

-- ciąg dalszy obszernego szkicu o historii fantasolo można przeczytać w numerze 1/2015 magazynu „Pixel”. Zapraszam do kiosków i salonów prasowych.