Przejdź do głównej zawartości

Czy polski wynalazca wyprzedził braci Lumière?

Był rok 1891, gdy podczas spaceru warszawskimi ulicami nastoletni Kazimierz Prószyński natrafił na afisz zachęcający do udziału w pokazie "ożywionych fotografii". Zaciekawiony, wszedł do małej, ciemnej sali, gdzie prezentowano "elektrotachiskop" wynaleziony przez Ottomara Anschütza. Tajemnicze urządzenie wyświetlało obraz o wielkości kilkunastu centymetrów, na którym widać było konnego jeźdźca pokonującego przeszkodę, a ta ruchoma scena, składająca się z 24 wykonanych szybko po sobie fotografii na szkle, prezentowana była w pętli. Umieszczone na bębnie klisze przesuwały się przed podświetlonym otworem, na który patrzył widz. Złudzenie ruchu było nieodparte. Zafascynowany pokazem Prószyński prawdopodobnie nie przeczuwał, że wydarzenie to zmieni całe jego przyszłe życie. [dalszy ciąg artykułu w serwisie Intel iQ]