Przejdź do głównej zawartości

Wideorewolucja w PRL

Już na początku lat 70. zaczęły docierać do Polski informacje o nowym wynalazku, który przynieść miał światu – jak przewidywano – rewolucję na miarę tej rozpoczętej przez Gutenberga. Nadchodziła era „telewizji kasetowej”.

„Pomysł z kinem domowym, jak to często bywa z pomysłem, kiedy się już narodził, okazuje się stosunkowo prosty – pisał redaktor »Życia i Nowoczesności«. – Do odbiornika telewizyjnego podłączamy przystawkę średniej wielkości magnetofonu czy adapteru. Prostym ruchem ręki zakładamy kasetę z taśmą filmową i za naciśnięciem guzika uruchamiamy na małym ekranie własny program”. Już wkrótce – prorokowali dziennikarze – „setki tysięcy gospodarstw domowych będą dysponowały aparaturą telewizji kasetowej, a dotychczasowe kanały wzbogacą się o jeszcze jeden, z tym że dla rosnącej liczby telewidzów stanie się on kanałem najważniejszym”.

„Audycje telewizyjne w kinie domowym, dobierane według własnego życzenia i smaku, wyświetlane w dogodnym dla siebie czasie, niewątpliwie stać się mogą pewną pokusą. W każdym razie w takich dziedzinach jak film fabularny, seriale, programy rozrywkowe spece od robienia pieniędzy wietrzą już dzisiaj dobry interes” – pisała prasa. Przecież od teraz ulubiony program będzie można mieć zawsze we własnej „TV-tece”, jak książkę czy płytę gramofonową. Powstawać będą kasety z audycjami dydaktycznymi (np. kursami językowymi), piosenką młodzieżową czy nawet… filmami pornograficznymi (w odniesieniu bowiem do tego, co ludzie wyświetlają w swoich mieszkaniach, „przepisy cenzury nie będą miały żadnego zastosowania”).

O „kinie domowym” Polacy mogli jednak co najwyżej… poczytać. Kiedy i jak „telewizja kasetowa” ostatecznie dotarła nad Wisłę, opisuję w artykule opublikowanym w serwisie Intel iQ.

Popularne posty z tego bloga

Otchłań tekstu w magazynie Pixel

Pod koniec lat 90. granie przez internet to w Polsce wciąż zabawa dla garstki wybrańców. Nie dla nas barwne światy Ultimy Online, nawet kilka godzin spędzonych w MUD-zie jest wyróżnieniem.

Problem to dostęp do internetu, dla przeciętnego Kowalskiego osiągalny wyłącznie dzięki 0202122 – numerowi Telekomunikacji Polskiej. Połączenia blokują linię telefoniczną innym mieszkańcom i są notorycznie zrywane, szybkość przesyłu danych satysfakcjonuje co najwyżej miłośników tekstowych serwisów WWW oraz IRC-a, a dzień, w którym listonosz przynosi rachunek za telefon, jest najbardziej stresującym momentem miesiąca.

Nic dziwnego, że firma IPS, dystrybutor Originu, nie decyduje się sprzedawać w Polsce Ultimy Online – pioniera MMORPG, z setkami tysięcy graczy z całego świata i ogromnymi krainami fantasty, których wygląd podziwiać można w rzucie izometrycznym. Tylko nieco powszechniej dostępną rozrywką są darmowe MUD-y – multi-user dungeon – sieciowe gry tekstowe dla wielu osób, w których lakoniczne …

Recenzja książki z Robbo w "CD-Action"

W numerze 6/2018 poczytnego magazynu "CD-Action" ukazała się moja recenzja eksperymentalnej książki "Robbo. Solucja", która trochę mi się podobała, ale bardziej jednak nie. Dlaczego? O tym w tekście.

Złota era multiplayera w PSX Extreme

30 lat temu na urodziny dostałem od rodziców najlepszy prezent – drugi joystick. Otworzyło to przede mną i grupką znajomych (których wyraźnie przybyło, odkąd w moim domu pojawił się ośmiobitowy mikrokomputer) zupełnie nowy wymiar elektronicznej rozrywki.
Joystick kosztował wtedy równowartość miesięcznej pensji, ale było warto. Skończył się dla nas czas grania po kolei w River Raid i sprawdzania, kto lepiej popilotuje samolot w samobójczej misji nad rzeką. Skończyły się samotne wędrówki po azteckim grobowcu w Montezuma's Revenge, gdy poszukiwacza wirtualnych skarbów do precyzyjnego skoku dopingowała za plecami grupka kibiców. Epoka „jeden gra – reszta patrzy” przeszła do historii. Przecież nawet pradziad wszystkich gier – Pong – udowadniał, że najlepsza zabawa jest wtedy, gdy rywalizuje się z żywym przeciwnikiem. Odkrywaliśmy zatem uroki multiplayera, zauważając, że wiele tytułów nabiera w tym trybie nowego blasku.
-- o tym, co było dalej, przeczytają Państwo w lipcowym (#251) num…