Przejdź do głównej zawartości

Wideorewolucja w PRL

Już na początku lat 70. zaczęły docierać do Polski informacje o nowym wynalazku, który przynieść miał światu – jak przewidywano – rewolucję na miarę tej rozpoczętej przez Gutenberga. Nadchodziła era „telewizji kasetowej”.

„Pomysł z kinem domowym, jak to często bywa z pomysłem, kiedy się już narodził, okazuje się stosunkowo prosty – pisał redaktor »Życia i Nowoczesności«. – Do odbiornika telewizyjnego podłączamy przystawkę średniej wielkości magnetofonu czy adapteru. Prostym ruchem ręki zakładamy kasetę z taśmą filmową i za naciśnięciem guzika uruchamiamy na małym ekranie własny program”. Już wkrótce – prorokowali dziennikarze – „setki tysięcy gospodarstw domowych będą dysponowały aparaturą telewizji kasetowej, a dotychczasowe kanały wzbogacą się o jeszcze jeden, z tym że dla rosnącej liczby telewidzów stanie się on kanałem najważniejszym”.

„Audycje telewizyjne w kinie domowym, dobierane według własnego życzenia i smaku, wyświetlane w dogodnym dla siebie czasie, niewątpliwie stać się mogą pewną pokusą. W każdym razie w takich dziedzinach jak film fabularny, seriale, programy rozrywkowe spece od robienia pieniędzy wietrzą już dzisiaj dobry interes” – pisała prasa. Przecież od teraz ulubiony program będzie można mieć zawsze we własnej „TV-tece”, jak książkę czy płytę gramofonową. Powstawać będą kasety z audycjami dydaktycznymi (np. kursami językowymi), piosenką młodzieżową czy nawet… filmami pornograficznymi (w odniesieniu bowiem do tego, co ludzie wyświetlają w swoich mieszkaniach, „przepisy cenzury nie będą miały żadnego zastosowania”).

O „kinie domowym” Polacy mogli jednak co najwyżej… poczytać. Kiedy i jak „telewizja kasetowa” ostatecznie dotarła nad Wisłę, opisuję w artykule opublikowanym w serwisie Intel iQ.